Powrót na strone glówna Detoxowa

Kurs wspinaczki skałkowej na własnej asekuracji organizowany przez KW Toruń-cz.2-Sokoliki:

Poniższy tekst jest autorstwa Bodzia – naszego głównego instruktora i szefa kursu. Sam na pewno nie stworzył bym lepszego tekstu więc zdecydowałem się na przekazanie tego co znajduje się na oficjalnej stronie KW Toruń. Oryginał artykułu, można zobaczyć tutaj.




"Wyruszyliśmy w nocy. Najpierw do Inowrocławia, gdzie do jadłodajni z czymś co przypominało kebab podjeżdzały kolejne samochodzy. A z nich wychodzili łojanci pałający żądzą zdobywania.

Tymczasowo zdobyliśmy miejsca w pociągu do Wrocławia, a tam rano przesiedliśmy się do osobówki jadącej do Jeleniej Góry. Pobudka była bolesna, ale niedaleko za Janowicami na widok dwugarbnych Sokolików - Krzyżnej Góry i wgórza Sokolik zmęczenie przeminęło. I tak dotarliśmy do Trzcińska. Wizyta w sklepie, marsz z ciężkimi plecakami przez las i znaleźliśmy się na Taborze pod Krzywą witani przez Sławka, dobrze znanego nam Piotrka i koszałka opałka - Dozenta.

W końcu w skałkach. Granitowych! Na pierwszy ogień poszły Sukiennice: Brzózka, Łasiczki, 34 i Komin, no i Kant. Na Kominie przygodę miał Krzysiek - ponadpięciometrowy lot poskutkował śliczną dziurą w spodniach. Efektownie, z bardzo eksponowanego stanowiska zjechała dwójka Radek z Michałem. A na Parszywej Rysce "wspólnymi siłami" pokonywano kolejne metry. Wysiłki Łukasza i Pawła uwieńczył sukcesem Rafał. Na koniec dnia padło kilka sportowych dróg na Chatce. Pierwszy wieczór i pierwsze ognisko z powodu zmęczenia trwały dość krótko.

Drugiego dnia poszliśmy na "mrówczą skałę" - Jastrzębią Turnię. Mocne zespoły - Rafał i Krzysiek oraz Radek i Michał atakowały Direttisiimę i Sosnę, a reszta nie mniej ładne Zacięcie i Ryski. Dzień obfitował w loty, wyszarpywanie frienda i cuda na wierzchołku. Na koniec dnia poszliśmy bawić się w bouldreing na Zamkowych Skałach. Znowu ognisko, trochę złocistego płynu i coraz więcej osób - nadciągał weekend - na uroczym Taborze.

W sobotę zaczęliśmy od ratowania brutnetki - fruwała opona - kursanci za całych sił starali się jej nie zabić. Rafał tak się przejął, że jeden z lotów okupił ranami na dłoniach. Cel zajęć został jednak osiągnięty - brunetka przeżyła. W tym samym czasie pod okiem instruktora Piotra uczyliśmy się podchodzić po linie i radzić sobie w awaryjnych sytuacjach. W południe poszliśmy w skałki, gdzie straszeni przez burzę na Mały Sokolik Rafał z Krzyśkiem weszli Rysą Tota, Paweł i Radek Kroczkiem, dwaj Łukasze Jarzębinką, a dziewczyny, Ada i Aneta drogą przez Hokej zdobyły Wielki Sokolik. Na ten drugi wszedł również Michał... schodami ;)

Na koniec dnia deserowo - sportowe drogi na Chatce, gdzie pod szponem Łukasza - Ołówka padły Trudne Początki. Na tej samej drodze efektowny, bo sześcio-siedmiometrowy lot zaliczył Rafał. Kilka zespołów pokonało Taniec Tygryska i Środek, natomiast Radek i Michał zakończyli dzień tradycyjnym wspinianiem na Fix-Brzózce.

W niedzielę opanowaliśmy Krzywą, niestety przed nami zdążyli tam kursanci z AKG Łódź stąd nie dane nam było zrobić najładniejszej drogi kursaowej w skałkach - Gorajskiego. Ada i Aneta weszły Żubrem i Trawkami, Radek i Michał Ryskami Żubra i Lotnikami, Rafał i Krzysiek Trawkami, dwaj Łukasze i Paweł Lotnikami. Ten ostatni zespół wspiął się jeszcze Kominem na Sukiennice.

Generalnie kurs był udany. Nowatorski w naszym klubie pomysł podzielenia kursu na dwie części zaowocował wyjazdami do Podlesic i w Sokoliki. Różnica wspinania w tych rejonach jest ogromna. Śliski wapień kontra szortki, chropowaty granit. W Sokolikach zachwycał wyjątkowy klimat w skałkach i na obozowisku, który pozwalał nam poczuć prawdziwie górskie wspinanie.

Adzie, Anecie, Jagodzie, Łukaszom, Rafałowi, Radkowi, Pawłowi i Krzyśkowi dziękuję za spędzone dni w skałkach i na wykładach. A wykładowcom i instruktorom Micajowi, Piotrkowi i Dozentowi za współpracę".

Bodziu



Zamknij okno